Uff, wreszcie dobrnęliśmy do końca. No nie projektu oczywiście, ale I semestru.
I chyba możemy powiedzieć, że jesteśmy z siebie dumni, chociaż troszkę.
Swoją przygodę z projektem rozpoczęliśmy w grudniu 2008 roku – pierwsze wejścia na stronę projektu, pierwsze spotkania w grupach i test osobowości (!). Coś nowego. Ale, ale ....czy przyznać się, że jestem melancholikiem, czy może lepiej cholerykiem?

A może nie przyznawać się do niczego? Na szczęście okazało się, że to nie aż tak ważne.
Tak naprawdę jednak nie spodziewaliśmy się tego, co czekało na nas później. Myśleliśmy „ Ot zwyczajna sprawa, kilka spotkań, coś nam poopowiadają, znów ponudzimy się przy komputerach i tyle”. Troszeczkę byliśmy zaskoczeni, kiedy doszło do pierwszego spotkania w styczniu i nasza „szefowa” zaczęła przedstawiać NAM NAS jako ludzi przedsiębiorczych... Ups! Co jest grane?!
Ale jak na drugim spotkaniu otrzymaliśmy plecaki, teczki i resztę prezentów,

pomyśleliśmy, że może to nie jest „jakiś tam” projekt i komuś na nas zależy (?).

Gorzej poszło z blogiem. Nikt nie odważył się pierwszy. „Szefowa” czekała cierpliwie, ale zapowiedziała, że w ferie nikt się nie wywinie...
Na razie więc mogliśmy odetchnąć. Smok drzemał w jaskini
Na początek poddaliśmy się z zainteresowaniem testowi na przedsiębiorczość. Okazało się, że w I grupie najbardziej przedsiębiorczy jest Arek,
a w grupie II nasza przewodnicząca Samorządu Uczniowskiego Kasia, co nie zdziwiło nikogo.
I chyba możemy powiedzieć, że jesteśmy z siebie dumni, chociaż troszkę.
Swoją przygodę z projektem rozpoczęliśmy w grudniu 2008 roku – pierwsze wejścia na stronę projektu, pierwsze spotkania w grupach i test osobowości (!). Coś nowego. Ale, ale ....czy przyznać się, że jestem melancholikiem, czy może lepiej cholerykiem?
A może nie przyznawać się do niczego? Na szczęście okazało się, że to nie aż tak ważne.
Tak naprawdę jednak nie spodziewaliśmy się tego, co czekało na nas później. Myśleliśmy „ Ot zwyczajna sprawa, kilka spotkań, coś nam poopowiadają, znów ponudzimy się przy komputerach i tyle”. Troszeczkę byliśmy zaskoczeni, kiedy doszło do pierwszego spotkania w styczniu i nasza „szefowa” zaczęła przedstawiać NAM NAS jako ludzi przedsiębiorczych... Ups! Co jest grane?!
Ale jak na drugim spotkaniu otrzymaliśmy plecaki, teczki i resztę prezentów,
pomyśleliśmy, że może to nie jest „jakiś tam” projekt i komuś na nas zależy (?).
Gorzej poszło z blogiem. Nikt nie odważył się pierwszy. „Szefowa” czekała cierpliwie, ale zapowiedziała, że w ferie nikt się nie wywinie...
Na razie więc mogliśmy odetchnąć. Smok drzemał w jaskini
Na początek poddaliśmy się z zainteresowaniem testowi na przedsiębiorczość. Okazało się, że w I grupie najbardziej przedsiębiorczy jest Arek,
Nadszedł czas na kodeks grupy. Trochę mieliśmy z tym problem, ale Kasia przywołała wszystkich do porządku
(wspierały się dzielnie wraz z Patrycją), przyświeciła przykładem i powoli dobrnęliśmy do końca.
I pojawiły się poważniejsze tematy. PKB, PNB przestały straszyć swoim wyglądem, a i z produkcją globalną mieliśmy odwagę się zmierzyć. Zastanawialiśmy się, jak pomóc domowemu budżetowi, a „ szefowa” wpadła na szatański pomysł - żeby każdy z nas zapisywał przez miesiąc ile wydaje na swoje (nazwijmy to) potrzeby, przeanalizował i może podjął dorosłą decyzję...? Tego już było zbyt wiele!
Na spotkaniu poświęconym rodzajom spółek było bardzo ciekawie. Każdy wylosował sobie jeden ze sposobów prowadzenia działalności gospodarczej i na podstawie materiałów, które otrzymaliśmy od „szefowej”, kolejno referowaliśmy zagadnienia podkreślając zalety i wady pewnych rozwiązań, a także to, co nas zainteresowało.
Niemałe zainteresowanie wzbudził także rocznik statystyczny. Przynieśliśmy kilka bardzo starych Roczników z biblioteki szkolnej - najstarszy z 1948 roku. Chwilami trudno było nie parsknąć śmiechem, kiedy odczytywaliśmy informacje tam zamieszczane.
Wszystkim bardzo podobały się filmy z GPW, 10 odcinków „Twojego portfela”.
Oczywiście największy kawalarz z I grupy Michał zaśmiewał się z prowadzącej, która w każdym odcinku cytowała jakieś słynne powiedzenie poprzedzając je słowami „Jak ktoś kiedyś powiedział...”
Ale to i tak nie przeszkodziło zakiełkowaniu w naszych głowach pomysłu „może by tak zostać maklerem giełdowym...?” Ale te wykresy! Jak się z nimi zaprzyjaźnić?!
Po zajęciach, na których przybliżyliśmy pojęcia papierów wartościowych, akcji i obligacji, z uwagą przysłuchiwaliśmy się informacjom w mediach dotyczącym planów walki z kryzysem w postaci obligacji Skarbu Państwa. Już wiedzieliśmy o co chodzi i byliśmy z siebie dumni.
Zagadnienia podaży i popytu niestety znów zjeżyły nam włosy na głowie. Zbyt dużo zawiłości. Ale wiemy, że popyt na nasze ulubione batoniki ze szkolnego bufetu jest elastyczny, bo możemy je natychmiast zastąpić innymi. Ha!
Tematy o pracy, choć były bardzo interesujące, wzbudziły w wielu z nas smutne odczucia, gdyż mieszkamy na terenach, gdzie jest wielu bezrobotnych, także naszych rodziców.
Dlatego też zainteresowały nas zajęcia poświęcone sposobom poszukiwania pracy i pisania CV.
Aż nadeszły ferie. Dla nas zapowiadał się pracowity okres. Wiedzieliśmy, że czeka nas ostra walka z czasem i nie tylko. „Szefowa” zaplanowała na ferie zajęcia z części matematyczno – przyrodniczej. Najpierw jednak wypełzł z jaskini wielki smok o nazwie BLOG, a razem z nim nasze logo i nazwa naszego centrum. Już wcześniej wiedzieliśmy, że nas to czeka, ale dopóki nie musieliśmy stawić temu czoła, czuliśmy się bezpieczni.
Zebraliśmy się wszyscy – obie grupy.
No cóż, walka była ostra, a „szefowa” surowym okiem śledziła nasze poczynania i „efekty”, które raczej nie od razu były imponujące i nie powinny były ujrzeć światła dziennego.
W końcu nie chcieliśmy wyjść na jakichś „cieniasów” bez cienia kreatywności.
NO I POJAWIŁO SIĘ!
NASZE WSPÓLNE DZIECKO – LOGO NASZEGO CENTRUM!
Byliśmy z siebie dumni. Nie ma się co oszukiwać. Po paru godzinach wyszliśmy zmęczeni, ale naprawdę zadowoleni z siebie. Po raz pierwszy poczuliśmy, że robimy coś wielkiego RAZEM.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz